Arendelle kwitło. Odkąd Elias objął tron, państewko wkroczyło w nową erę
świetności i dobrobytu. Dostarczało ryb, niespotykanych owoców, przypraw,
a także rozmaitych wyrobów rzemieślniczych. Handel rozwijał się
nienagannie, stare sojusze z państwami ościennymi zostały odnowione, miasta,
natomiast w przeważającej części, całkiem zamożne. Postępowanie względem
Księżniczki Heleny z Zjednoczonego Królestwa Wysp Południowych powoli dobiegało
końca. Królestwo prężnie się rozwijało, szybko podnosząc się z kolan, na które
rzucił je ostatni kryzys.
Sam władca był z całej sytuacji niezwykle zadowolony. Przede wszystkim - był z siebie dumny. Zniknął przestraszony chłopiec, chodzący w rękawiczkach, powtarzający jak mantrę "Ukrywaj, nie czuj". Nie było w nim śladu po dawnej nieśmiałości, czy wstrętu do kontaktu cielesnego. Nie musiał się zastanawiać, zanim podał komuś dłoń, nie musiał myśleć, czy przypadkiem nie zamrozi wina na bankiecie. Czuł niezwykłą swobodę. Pod wieloma względami przestał przypominać dziecko, zamknięte w pokoju i odizolowane od świata na 13 lat.
A jednak, w pewnym stopniu, nadal czuł doskwierającą mu samotność. Było jej mniej, dużo mniej, i już do niej przywykł, więc prawdę mówiąc, nie miał, na co narzekać. Ale... No właśnie, zawsze jest jakieś, „ale". Coś stało na jego drodze do pełnego szczęścia. Miłość.
Poznał już prawie wszystkie rodzaje miłości. Fileo, miłość, którą darzył swoją, prawdopodobnie, przyszłą bratową, była czysto przyjacielska i lojalna. Dające poczucie bezpieczeństwa Storge, czuł niegdyś przy rodzicach, teraz przy swojej dawnej niani, Kii, która przez wiele lat zastępowała mu matkę. Agape, najczystszy rodzaj miłości. Bezinteresowne, kochające za nic. Kocham cię, bo cię kocham, nie musisz tego odwzajemniać, ale mimo to, ja nadal będę cię kochać. To uczucie towarzyszyło królowi, zawsze, kiedy Andrew był w pobliżu.
A jednak było coś, czego Elias nie miał okazji doświadczyć nigdy, w swoim życiu.
Eros, miłość zmysłowa, pociągająca, romantyczna, a jednocześnie pełna pożądania. To wydawało się nie mieć racji bytu w jego małym świecie. Nigdy nie był zakochany, nigdy nie czuł niczego szczególnego widząc istoty płci żeńskiej. Kobieta, wiadomo, zasługuje na szacunek i możliwie delikatne podejście. Ale nic po za tym.
I z tego wynikało, „ale", samotność, potrzeba kochania i bycia kochanym w najbardziej romantyczny sposób. Do tego tęskniło jego serce. Umysł pragnął poczuć otępienie, wywołane drugą osobą. Dusza chciała zaznać spokoju, a ciało odnaleźć ciepło drugiego człowieka.
Król Arendelle chciał pokochać. I nie wiedział, że okazja ku temu niedługo mu się przytrafi.
Pytanie tylko, czy ją zauważy?
Sam władca był z całej sytuacji niezwykle zadowolony. Przede wszystkim - był z siebie dumny. Zniknął przestraszony chłopiec, chodzący w rękawiczkach, powtarzający jak mantrę "Ukrywaj, nie czuj". Nie było w nim śladu po dawnej nieśmiałości, czy wstrętu do kontaktu cielesnego. Nie musiał się zastanawiać, zanim podał komuś dłoń, nie musiał myśleć, czy przypadkiem nie zamrozi wina na bankiecie. Czuł niezwykłą swobodę. Pod wieloma względami przestał przypominać dziecko, zamknięte w pokoju i odizolowane od świata na 13 lat.
A jednak, w pewnym stopniu, nadal czuł doskwierającą mu samotność. Było jej mniej, dużo mniej, i już do niej przywykł, więc prawdę mówiąc, nie miał, na co narzekać. Ale... No właśnie, zawsze jest jakieś, „ale". Coś stało na jego drodze do pełnego szczęścia. Miłość.
Poznał już prawie wszystkie rodzaje miłości. Fileo, miłość, którą darzył swoją, prawdopodobnie, przyszłą bratową, była czysto przyjacielska i lojalna. Dające poczucie bezpieczeństwa Storge, czuł niegdyś przy rodzicach, teraz przy swojej dawnej niani, Kii, która przez wiele lat zastępowała mu matkę. Agape, najczystszy rodzaj miłości. Bezinteresowne, kochające za nic. Kocham cię, bo cię kocham, nie musisz tego odwzajemniać, ale mimo to, ja nadal będę cię kochać. To uczucie towarzyszyło królowi, zawsze, kiedy Andrew był w pobliżu.
A jednak było coś, czego Elias nie miał okazji doświadczyć nigdy, w swoim życiu.
Eros, miłość zmysłowa, pociągająca, romantyczna, a jednocześnie pełna pożądania. To wydawało się nie mieć racji bytu w jego małym świecie. Nigdy nie był zakochany, nigdy nie czuł niczego szczególnego widząc istoty płci żeńskiej. Kobieta, wiadomo, zasługuje na szacunek i możliwie delikatne podejście. Ale nic po za tym.
I z tego wynikało, „ale", samotność, potrzeba kochania i bycia kochanym w najbardziej romantyczny sposób. Do tego tęskniło jego serce. Umysł pragnął poczuć otępienie, wywołane drugą osobą. Dusza chciała zaznać spokoju, a ciało odnaleźć ciepło drugiego człowieka.
Król Arendelle chciał pokochać. I nie wiedział, że okazja ku temu niedługo mu się przytrafi.
Pytanie tylko, czy ją zauważy?
***
Prośby
zostały wysłuchane, wena na historię powróciła. Poczułam znowu to "coś"
co pchało mnie do pisania. Jak można zauważyć, mój styl pisania
diametralnie się zmienił. Kiedy patrzę na tamte rozdziały mam wrażenie,
że jest to jakieś wyjątkowo kiepskie tłumaczenie. BO TYCH KROPEK TO
K*RWA SIĘ WIĘCEJ NIE DAŁO. No nic. Zmian w fabule raczej nie będzie, a
jeśli już to niewielkie.
Paka!
E.D